|
Oto tekst naszego kabaretu. Każdy zainteresowany zna swoją rolę. Brak nam jeszcze tylko narratora, ale myślę, że się znajdzie ktoś chętny. Pozdrawiam
Kabaret klasy II E
Piosenka:
Zrób kabaret, po prostu zrób kabaret, To takie proste, choć przecież takie stare. Więc się nie tłumacz, że wszystko jest źle, Ale po prostu uśmiechnij się! Zrób kabaret, po prostu zrób kabaret, Między dialogi piosenek włóż parę, Zaproś publiczność i krzesła jej daj. Potem recytuj, śpiewaj i graj. Zrób kabaret, po prostu zrób kabaret.
Narrator: - W związku ze zbliżającymi się egzaminami maturalnymi chcielibyśmy przypomnieć kilka lektur. Na początek walka o władzę, czyli Szybki Makbet.
MAKBET
( wchodzi czarownica, rzuca jaskółki z papieru)
Czarownica: - Kra, kra, kra, kra, kra, kra. 100 lat żyję i nie zrobiłam jeszcze nic dobrego. Ale jestem paskudna. Ha, ha, ha
(charakterystyczny dźwięk)
Makbet: - Hej, Ropucho!
Cz: - Nie mów do mnie Ropucho.
M: - A jak Ci na imię?
Cz: -Zofia.
M: - Ropucho bardziej pasuje.
Cz: - Na drugie mam Katarzyna
M: - Na drugie dałbym Ci Karaluch.
Cz: - To już wolę Ropucho.
M: - W porządku, umiesz wróżyć?
Cz: - Oczywiście, Żłobie.
M: - Na imię mam Makbet
Cz: - Żłobie bardziej pasuje.
M: - To już niech będzie Zofio
(czarownica bierze rękę Makbeta w dłonie i rozprostowuje)
Cz: - Makbecie, będziesz królem, czaka Cię tron i korona - czytam to z Twojej dłoni.
M: - Wiem, sam to napisałem.
(czarownica wychodzi)
M: - Na początek muszę posiekać króla. Królu!
Król: - Nie mogę teraz!
(głos zza kulis)
M: - Królu poproszę ciebie natychmiast tutaj!
K: - Nie mogę teraz!
(głos zza kulis)
M: - Królu ja wymagam!
(wchodzi król)
K: - Oj, Makbecie, o co chodzi?
M: - Mam do Ciebie sprawę.
K: - Czy to sprawa nie cierpiąca zwłoki?
M: - Tak, chodzi o zwłoki. Ciach!!
(przebija króla, wyjmuje miecz)
K: - Ale mnie przebił no jak ja się nie spodziewałem!
(król upada)
M: - Korona moja!
(wchodzi książę)
Królewicz: - Makbet, gdzie tata?
M: - Spadaj, z sierotami nie gadam.
Kr: - Mów, gdzie tata?
M: - A tam coś leży.
Kr: - Zabiłeś go.
M: - Brawo! Zgadłeś! Wygrałeś tatusia, zabierz go sobie.
K: - O jakże podła jest moja ostatnia droga!
(król jest wyciągany ze sceny za nogę przez królewicza)
M: - Muszę się pozbyć królewicza zanim upomni się o koronę.
(wchodzi królewicz)
Kr: - Makbet, daj 50 halerzy
M: - Masz, gówniarzu, wont.
Kr: - Dzięki.
(królewicz wychodzi)
M: - Nie zasnę, póki go nie zamorduję. Trzeba się śpieszyć, bo już pora do łóżka. Zofio! Zofio! Zosiu!
(wchodzi Zosia)
Cz: -Czego?
M: - Witaj Zosieńko
(Makbet zaciska dłoń)
Cz: - Sam se otwórz.
M: - Zosiu, masz może jakiś skuteczny środek przeciwko królewiczom?
Cz: - Królewicza nie możesz zabić! Ktoś Ci musi zabrać koronę…
(staje z boku, wchodzi królewicz)
Kr: - Makbet, daj 80 halerzy
M: - Masz, gnoju, wont.
Ks: - Dzięki.
(królewicz wychodzi)
M: - Toś ty taka?!
(Zosia wraca)
Cz: - To zapisane jest w gwiazdach!
M: - Co?
Cz: - Że zabija Cię własnymi ręcami.
(zaczyna odchodzić)
M: - Rękami.
Cz: - W gwiazdach zapisane jest ręcami!
(Zosia wychodzi)
( w oddali słychać głuche westchnienia)
M: - A co mi się tam szwenda po zamku?
(wchodzi król)
K: - Ja, król. Umrzesz. Żłobie!! Ha, ha, ha!
M: - A ty już umarłeś, He, He, He.
K: - Kurde, ale się wygłupiłem!
(król wychodzi)
M: - Czy ktoś ma do mnie jeszcze jakąś sprawę?
(wchodzi królewicz)
Kr: - Ja. Daj koronę.
M: - Spadaj, szczylu.
Kr: - Nie mów tak do mnie bo Cię przebiję mieczem.
(przebija Makbeta)
M: - No masz ci los, przebił mnie.
(Makbet upada)
Kr: - Nie płaczcie po nim, to Żłób.
(Królewicz wychodzi, wchodzi Zosia)
Cz: - Makbet, Makbet, nie żyjesz?
(Makbet wstaje)
M: - To przez Ciebie, zimny trup.
Cz: - To chodź do piekła, tam jest cieplej. No chodź.
(wychodzą)
Narrator: - Kiedy jest trup, to trzeba go pochować. Tylko trzeba uważać, aby krety nie wywlekły prawdy nie wierzch. Zapraszamy na Antygonę
ANTYGONA Kreon: - Była wojna. Wojna została wygrana, kto trzeba zabity. Teraz jednych pochowamy, a innych nie! Dawać tu Antygonę! Antygona: - Witaj Kreonie, obyś żył wiecznie. K: - No no, obym, obym! Antygono, zabiliśmy twego brata. A: - Wiem, wuju. K: - To zdrajca! A: - Wiem, wuju. K: - Zakazuję go grzebać. A: - Ale obyczaj każe grzebać. K: - A ja zakazuję! To moja ziemia. I nie będzie mi w niej grzebał żaden obyczaj! A jak się komu nie podoba to ajlowiu! A: - Bogowie cię pokarzą! K: - A niech pokazują. Won! Że też ja muszę znosić takie imponderabilia. (Antygona odchodzi) K: - Służba! (Służba przybywa) Kreon: Słuchajcie, służba. Pójdziesz natychmiast pilnować... (Służba idzie natychmiast) K: - Wróć! Nie aż tak natychmiast! Pójdziesz pilnować czy ktoś nie grzebie zdrajcy. Jeśli ktoś grzebie... to złapać tą Antygonę i parlando. S: - Zrozumiałem! (rozumie i odchodzi) K: - Patrz go, zrozumiał. Uczony, czy co? Ciekawe skąd u służby taka elewacja... K: - Co z tą Antygoną? S: (z oddali dochodzi sapanie, tupot i dźwięki demolki) - Łapie się, łapie się! Cały czas jest łapana. K: - Proszę przyśpieszyć. Kara czeka! S: - Mam. Och, strasznie się wyrywa! (wprowadza złapaną) K: (do Antygony) - Grzebałaś, co? A: - Grzebałam. K: - No i co teraz...? A: - Każesz mnie zamurować. K: - Hm... a może mnie ruszy sumienie? A: (bez zastanowienia) - Nie ruszy. K: - Nie dała się nabrać! No to... murować! (Antygona zostaje wyprowadzona) Głos Budowniczych: (dochodzi z oddali w postaci śpiewu) - Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom... Zeus: (wkurzony, z osprzętem) - Kreonie, jam jest Zeus. Ale mnie wkurzyłeś! Trzymaj antenkę! Gdzie ja mam piorun...? Mam! (jeb***!) K: (wystraszony) - O Jezu! Z: - JA CI DAM JEZU!!! JA CI DAM JEZU!!! (bije Kreona po pysku)
Narrator: - A teraz czas powrotu z długiej podróży. Przed wami Odys…
ODYS
Penelopa: - Już tyle lat Odys poza domem Niestety, kompas w domu zostawił i teraz gdzieś błądzi po pustyni. A tu chłopaki dowiedziały się, e Odys bez kompasu i na podryw przychodzą. Lecz ja wierności muszę dotrzymać, bo Odys strasznie kablem od żelazka naparza.
Podrywacz 1: - Penelopa! (podchodzi do niej w podskokach) Chodź do kina!
P: - Nie.
P1: - Kurde, no!
Podrywacz 2: Penelopa (podchodzi do niej w podskokach) Chodź na dancing!
P: - Nie.
P2: - Kurde, no!
(wchodzi Odyseusz)
Odyseusz: - Jam jest Odyseusz mądry i mężny, co 10 lat do domu wraca. Kolegów z wojny musiałem odprowadzić. A które z Was to moja wierna i piękna Penelopa?
P: - Wróciłeś wreszcie. Jam co Penelopa, jam ci! Jam Ci! Jam Ci!
O: - Tyś mi, tyś mi..??
P: - Tak.
O: - A to kto?
P: - A to miejscowi podrywacze.
P2: - No kurde, a mogła powiedzieć, że hydraulicy!
O: - Penelopa - odsuń się. (podwija rękawy)
P1: - Odys, nie podchodź! Ja ci mówię, nie pochodź! My sami, bo ty zmęczony jesteś! (biją się sami) Do widzenia! (wychodzą)
O: - Penelopa, nareszcie razem!
P: - Odys! Ile to się do domu wraca?!
O: - No długo, nie?
P: - To ty się włóczysz z kolegami, a ja tu usycham z tęsknoty. Jeść nie mogę!
O: - My też bez zakąszania… P: - Odys, nie ujdzie i to na sucho!
O: - Penelopa! Herosa!!
P: - Ścierką!! Marsz do kuchni! (uderza go ścierą i wychodzą)
Narrator: - Na koniec chcielibyśmy zaśpiewać państwu piosenkę. Jest tak stara, że nikt jej nie pamięta. Ognik pamięta. A zatem, coś optymistycznego.
"WIOSENNA PIEŚŃ RADOŚCI"
Idzie sobie wiosna słychać świergot ptaka, ładna to piosenka tylko głupia taka
Już przyleciał bocian i w kałuży dłubie, mi to nie przeszkadza dalej będzie głupiej.
A aaaaa już jest wiosna A aaaaa dłuższe dnie A aaaaa kwiaty rosną A aaaaa głupie, nie?
Słońce raźniej świeci dym się w polu snuje - zupełnie bez sensu, ale się rymuje
Budzi się przyroda, już zielono wszędzie bać się nie ma czego - znowu refren będzie:
A aaaaa już jest wiosna...
Rozmarzają rzeki, płynie kra do morza - zwrotka nienajgorsza, tylko rymu nie ma.
Drzewa mają pączki, w jajkach są pisklęta, przyroda jak zwrotka - niedorozwinięta!
A aaaaa już jest wiosna
Wiosna jest po zimie w myśl ludowych przysłów ja już nie mam zdrowia do tych idiotyzmów.
Kończy się piosenka, śniegu nie ma prawie Pisać głupie teksty nawet ja potrafię!
Aaa...
|